Mikstury, spraye i maści na kleszcze – co testowałam i co naprawdę działa?
Jestem czarownicą. Nie taką od peleryny i kotła, tylko bardziej praktyczną: z atomizerem, notatnikiem i całym zestawem olejków, które pachną jak sklep ezoteryczny po remoncie. A kleszcze? Kleszcze mnie kochają. I to nie jest metafora. To obsesja z ich strony. W ciągu ostatnich kilku lat przetestowałam więcej repelentów niż niejedna drogeria. Robiłam spraye, wcierałam maści, łączyłam składniki, których nie powinno się łączyć (spoiler: niektóre mikstury śmierdziały jak zemsta Matki Natury). Czasem działały genialnie, czasem wywoływały odruch ucieczki – u mnie i u wszystkich w promieniu pięciu metrów.
Ten artykuł to mój magiczny dziennik terenowy. Opowiem, co działało, co tylko udawało, że działa, i dlaczego warto mieć w plecaku coś więcej niż dobre chęci i butelkę wody. Działa. Naprawdę działa. Prawie jak magia (ale pachnąca). To są moje złote mikstury. Takie, które stosuję regularnie, które mają wyniki, i które przeszły najważniejszy test: test świętokrzyskiego krzaka malin. Jeśli kleszcz się nie odważył – znaczy, działa.

Mikstury nie zaczynają się od receptury. Zaczynają się od nastroju.
Działa naprawdę. Jak porządna klątwa na kleszcze
To są mikstury, które trzymają kleszcze na dystans jak zły wzrok sąsiadki. Sprawdzone, testowane na rajdach, w lesie i podczas leżenia w trawie z przekąską w ręku.
🌿 Spray: Geranium + cytronela + alkohol + woda
- 30 ml – wody destylowanej (albo przegotowanej, jeśli nie boisz się bakterii, tylko kleszczy)
- 10 ml – spirytusu (lub dobrej wódki, ale nie lamentuj potem, że „się zmarnowała”)
- 10 kropli – olejku z geranium (bo to królowa odstraszania z zapachem jak perfumy od zielarki)
- 8 kropli – olejku cytronelowego (klasyk, pachnie jak odstraszacz i nim jest)

Tu zaczyna się prawdziwa magia: zielona, ziołowa, kleszczo-oporna.
Sposób użycia: Wstrząśnij jak emocje w poniedziałek rano, psikaj po ubraniach i butach. Powtarzaj co kilka godzin albo po każdej próbie tarzania się w paprociach.
🌿 Maść: kokos + lawenda + cedrowy (wersja: “smaruję się i nie żałuję”)
- 2 łyżki – oleju kokosowego (nierafinowany, bo jesteśmy z tych eko czarownic, nie przemysłowych)
- 10 kropli – olejku lawendowego (dla relaksu i zapachu „nie podchodź do mnie”)
- 5 kropli – olejku cedrowego (działa, pachnie, i jest miły nawet dla psów – unlike twoje byłe repelenty)
Sposób użycia: Rozpuść kokos w kąpieli wodnej, dodaj olejki, wymieszaj jakbyś robiła miksturę miłosną. Wcieraj w kark, nadgarstki, kostki – i obserwuj, jak kleszcze zmieniają trasę na Google Maps.
🌿 Spray leśno-egzorcyzmujący: eukaliptus cytrynowy + goździk + spirytus
- 30 ml – spirytusu (czyli bazowy rozpuszczalnik i pierwszy odstraszacz – też ludzi, jeśli przesadzisz)
- 15 kropli – olejku eukaliptusowego cytrynowego (PMD – brzmi jak system rakietowy i działa podobnie)
- 5 kropli – olejku goździkowego (ostrzejszy niż twoja ciotka na weselu – działa też przeciw larwom kleszcza)
- Opcjonalnie: 10 ml wody destylowanej – jeśli chcesz udawać, że to nadal kosmetyk, a nie czysta alchemia
Sposób użycia: Psikaj na buty, mankiety, nogawki – nie na twarz, chyba że chcesz pachnieć jak ziołowy wywar z apteczki tropikalnej. Odstrasza kleszcze, komary i osoby o wrażliwym węchu. Działa błyskawicznie – to coś jak „Ctrl+Z” dla bliskiego kontaktu z naturą.

Wszystko, czego potrzebujesz, by kleszcze zmieniły zdanie i kierunek marszu.
Działa… ale tylko jak masz szczęście i niezbyt tłustą skórę
Tu są preparaty z potencjałem, ale trzeba je stosować z rozsądkiem i cierpliwością. To taka seria „kleszcz musi mieć zły dzień, żeby to zadziałało”. Niby pomagają – ale raczej jak parasolka w burzy: lepiej mieć, ale nie zdziw się, jeśli i tak przemokniesz.
🌿 Roll-on z olejkiem z drzewa herbacianego
- 9 ml – oleju bazowego (np. jojoba, migdałowy – nic, co używasz do smażenia, błagam)
- 5 kropli – olejku z drzewa herbacianego (mocny, świeży, ale trochę humorzasty w działaniu)
- 3 krople – olejku lawendowego (dla balansu i żeby nie pachnieć jak podłoga po odkażaniu)
Sposób użycia: Przeturlaj po nadgarstkach, kostkach, karku – a potem miej go pod ręką, bo reaplikacja będzie Twoim nowym hobby. Raz działa, raz nie – jak Twój były. Obiecywał, że wróci, ale miał inny zapach w głowie.

Trochę jak bukiet na randkę, tylko że dla czarownicy i przeciw kleszczom.
🌿 Spray z rumianku i mięty
- 30 ml – naparu z rumianku (parz jak herbatkę, tylko nie wypij przez pomyłkę)
- 10 ml – alkoholu (do konserwacji i żeby pachnieć jak ktoś, kto zna się na rzeczy)
- 8 kropli – olejku miętowego (chłodzący, odświeżający, odstraszający tylko czasami)
Sposób użycia: Psikaj na ubrania i kończyny. Działa dobrze, gdy siedzisz na kocu i jesz kanapki. To raczej opcja na „idziemy na łąkę koło domu” niż „przebijamy się przez knieje jak Wołodyjowski”.
Nie działa. Ale pachnie. I to czasem aż za ładnie.
To są mikstury z kategorii: „skóra szczęśliwa, zmysły zachwycone, a kleszcz właśnie zaciąga się aromatem i pyta, gdzie może przyssać się na dłużej”. One mają sens… tylko nie ten, którego szukasz w lesie. Dałam je tu tylko dlatego, że zapach jest naprawdę ok. Już nawet nie pamiętam, skąd dorwałam te przepisy, ale zostawiłam sobie jako kosmetyczne DIY – na „ładne dni i zero chaszczy”.

Gdy repelent pachnie jak sen o śródziemnomorskiej łące – i działa.
🌿 Spray z samej lawendy
- 40 ml – wody różanej albo destylowanej (jeśli nie chcesz pachnieć jak babcina szafka, wybierz różaną)
- 10 kropli – olejku lawendowego (relaksuje, koi, nie działa na kleszcze skutecznie w wersji solo, dobry na wsparcie ale nigdy solo – poza tym, że je relaksuje i koi)
Sposób użycia: Psikaj na poduszkę, jeśli chcesz spać dobrze. Na kleszcze to działa jak zaproszenie na wieczorną sesję do SPA. Pachniesz ślicznie, ale i tak coś ci pełza po łydce.
🌿 Masełko z migdałów i róży
- 1 łyżka – masła shea (żeby skóra była jak u niemowlaka z reklamy)
- 1 łyżka – oleju migdałowego (zadowala każdą komórkę skóry oprócz tych walczących z pasożytami)
- 5 kropli – olejku różanego (bo jesteś królową… do momentu, aż znajdziesz coś w zgięciu kolana)
Sposób użycia: Smaruj się w miejscach newralgicznych. Będziesz pachnieć jak zapomniany wiersz o zachodzie słońca, ale kleszcze uznają to za lunch o podwyższonym standardzie.

Lawenda wygląda i pachnie jak bajka. Ale sama nie wystarczy, jeśli kleszcze nie znają subtelności.
Nigdy więcej – mikstury, które powinny trafić do lochu alchemika
Te receptury powstały w chwili nadmiaru odwagi, braku logiki i głębokiej wiary, że “może tym razem się uda”. Nie udało się. Niektóre śmierdziały jak zupa z kadzidła. Ale zostawiam je tu – ku przestrodze i Twojej rozrywce.
🌿 Spray z olejkiem bazyliowym
- 40 ml – wody destylowanej
- 15 kropli – olejku bazyliowego (bo przeczytałam gdzieś, że „może działać”)
- 5 kropli – olejku z drzewa herbacianego (bo jak już psuć, to z rozmachem)
Efekt: Pachniesz jak pesto, które ktoś zapomniał w aucie na słońcu. Kleszcze nie uciekają – podchodzą, bo są ciekawe, kto tak gotuje w lesie. Nie powtarzać. Ever.
🌿 Maść z masła kakaowego i czystka
- 1 łyżka – masła kakaowego (super na skórę, ale… pachnie jak tanie czekoladki z kiosku)
- 10 kropli – oleju z czystka (który miał „naturalnie odstraszać pasożyty”, a tylko mnie odstraszył od kontaktów międzyludzkich)
Efekt: Pachniesz jak ktoś, kto połączył czekoladę z ziołami i liczył na cud. Kleszcze były rozczarowane, ale nadal nieprzekonane.

Niektóre składniki wyglądają jak tajemnica. Inne działają jak wyrok na kleszcze.
🌿 Mieszanka cytrusowa “z piekła rodem”
- 10 kropli – olejku cytrynowego
- 10 kropli – olejku pomarańczowego
- 30 ml – oleju bazowego
Efekt: Słodki, soczysty, wakacyjny aromat… który w słońcu zamienia się w *fototoksyczne piekło*. Spiekłam sobie dekolt jak naleśnika na patelni. Dziękuję, do widzenia.
Morał?
Nie wszystko, co ładnie pachnie, działa. I nie wszystko, co działa, pachnie ładnie. A jeśli próbujesz połączyć jedno z drugim bez doświadczenia, to przynajmniej miej aloes i dystans do siebie.
Wiedźma mówi, więc słuchaj (podsumowanie)
Jeśli dotarłaś/eś aż tutaj, to znaczy, że albo jesteś zdeterminowana/y, żeby nie być fast foodem dla kleszczy, albo masz słabość do pachnących eksperymentów i ludzi z pogranicza fitoterapii i neurozy. W obu przypadkach: witaj w klubie. Mikstury działają – czasem jak zbroja, czasem jak placebo w ładnym flakoniku. Ale żeby mieć z tego realną ochronę, nie wystarczy nalać byle czego do sprayu i udawać, że jesteś nieśmiertelna.

Bo czasem trzeba odlecieć z klasą, aromatem eukaliptusa i sprayem w kieszeni.
Trzeba wiedzieć co, kiedy, na co i z kim (nie każdy olejek się lubi z kotami, przypominam). W tym artykule podałam ci przepisy, które testowałam na własnej skórze. Dosłownie. I które działają… albo przynajmniej sprawiają, że pachnę jak ktoś, kto ma plan. Czy kleszcze mnie nadal kochają? Tak. Ale już wiem, jak nie odwzajemniać tego uczucia – z klasą, z flaszeczką geranium i komentarzem „nie dzisiaj, przyjacielu”.
